nie wiem, kiedy to się stało. weszło po cichu, niepostrzeżenie, uważnie stawiając każdy krok. bez fanfar, patetycznych uniesień i okrzyków radości. bez przyspieszonego zanadto tętna, braku snu i obsesyjnych myśli o każdej porze dnia i nocy.

przyszła wraz z wiosną, w środku listopada. dumnie rozsiadła się na mojej kanapie z bezczelnym uśmiechem.

Bałam się. Boję się nadal. Powiedziałam idź precz!, a ona niewzruszona nadal patrzyła na mnie ufnie z tym swoim uśmiechem. Nie chcę, rozumiesz? Nie chcę! Nie chcę całej tej szopki! Ja dobrze wiem, co będzie, już to przerabiałam. Najpierw radosne podrygi, czułe słówka, krew zagotowana hormonami, ochy i achy, głowa pełna ciepłych wyobrażeń. A potem? Potem czar pryśnie, przejdziemy gładko do kolejnej fazy, przywiązania. Endorfiny zastąpi chłodna kalkulacja, bo każde z nas będzie podświadomie oczekiwać profitów z tej relacji. Będziemy kłamać o sobie, udając lepszą wersję siebie; zmieniać się na siłę nawzajem, raz po raz rzucać palenie, bo on tego żąda. Popalać w tajemnicy zagryzając miętówkami. Troszczyć się o siebie i martwić, gdy on nie odbierze telefonu. Bo tak panicznie bać się będziemy samotnych znowu wieczorów, wiosny pełnej zakochanych par w parku i narastającej potrzeby szukania kolejnego substytutu, chwilowego szczęścia. Zostaniemy więc razem, ulegając zdrowemu rozsądkowi. Wiesz, żartowałam z tym wcześniej. Wcale Cię nie szukałam. Wcale Cię tu nie chciałam. Bo wiesz co? W dupie mam taką m... Przerwała mi w pół słowa. Wstała i przytuliła mnie czule, jak matka tuląca synka ze stłuczonym kolanem. Nie pytając o zgodę. Wbrew rozsądkowi. Wbrew wszystkiemu.

Wciąż miała na twarzy ten sam uśmiech. A potem powiedziała tylko: Zaufaj mi. Tym razem, to coś zupełnie innego. Jeszcze tego nie zauważyłaś?


spotkałam dziś miłość.
wypowiedziała za mnie
dwa małe słowa, które uczyniły mnie
całkowicie bezbronną

kocham Cię




i czemu płaczesz, głupia, czemu płaczesz...


________________________________________



etwas-anders
06.12.2011, 21:11

Pamiętam, kiedy podczas początku mojej miłości broniłam się rękami i nogami, było mi tak cudownie bez ukochanej osoby, byłam niezależna i naprawdę szczęśliwa. Ale nic, nic nie zdołałam zrobić. Teraz za to nie zamieniłabym tego uczucia na nic innego na świecie. Wcale nie zawsze musi być tak jak napisałaś, że wszystko przez rozsądek.. Nie, nie. Miłość go nie zna, prawdziwa miłość :) Z Tobą też tak będzie :)


chatte
06.12.2011, 19:52

no okej, ze szczęścia możesz, ale tylko ze szczęścia, inaczej Ci skopie dupsko (;


zielona-chmura
06.12.2011, 16:46

Podoba mi się, jest prawdziwe.

Trzeba zaufać, mimo wszystko.


padma
06.12.2011, 11:41

Z tym odchudzaniem, to ogólnie długa historia jest, wiem że powinnam się cieszyć z tych 6kg, ale widok w lustrze mnie przeraża. Kiedy pierwszy raz się odchudzałam było widać spadek każdego kilograma, teraz tak nie jest.
Co do matur - ja już się staram, spinam, nie śpię po nocach, zakuwam w sobotnie wieczory zamiast imprezować i gówno mi z tego wychodzi. Przeraża mnie po prostu fakt, jak bardzo głupia jestem.

Nie płacz, chyba że są to łzy szczęścia.


pan-misio
06.12.2011, 10:29

jak dla mnie, żaden psycholog ni jest normalny:D widzę po moim roku:d i po sobie samej...:D


pan-misio
06.12.2011, 10:19

w innym wypadku nie trafiłabym na psychologię...:d tam sami wariaci:D


pan-misio
06.12.2011, 10:16

aż sobie cały tekst skopiowałam do worda i zapisałam na dysku!taki jest świetny:):*


pan-misio
06.12.2011, 10:07

pewnie mi nie uwierzysz, ale wzruszyłam się czytając twój tekst. bo jest taki prawdziwy. taki bardzo o mnie... bo mimo 3 lat z nim wciąż odczuwam takie same wątpliwości... wciąż boję się, że to kiedyś się skończy, że zostanę zupełnie sama...


chatte
06.12.2011, 09:41

no właśnie, nie ma czemu płakać przecież (:


Powrót do bloga

hakuna@onet.pl
________________
layout by hakuna