poprzednie następne

105. So will someone come and carry me home tonight?



Tonight
We are young
So let’s set the world on fire
We can burn brighter than the sun!



*klik

03.04.2012 || (10)



104. preludium.



rozsypuję się
tak mało mnie we mnie

i znów nastały czasy
kiedy wszystko jest po prostu
za trudne.


_________
posklejaj mnie, proszę
by nigdy nie było takiej siły
która znów podzieli mnie na pół


mhh.

09.03.2012 || (19)



103. psycholog musi być normalny.



coraz częściej myślę o powrocie do spotkań z Wojtkiem. lubiłam go. lubiłam to, jak słuchał i bez ogródek pytał, jego entuzjazm, znoszone glany i ploty o wykładowcach. Wojtuś. jedyny psycholog, z którym potrafiłam rozmawiać, bez obracania wszystkiego w żart. bez zacierania znaczenia.

ale ile razy można wchodzić do tego samego pokoju, patrzeć tym samym ludziom w oczy z pytaniem "czy można się umówić..." ? ile razy można odchodzić bez słowa i wracać po kilku miesiącach? no i tak właściwie to po co? jak na złość, nie wierzę w pomoc psychologów. godzina rozmowy w tygodniu ma pomóc? no w życiu. techniki? błagam. nie przeżyją za mnie życia, trzeba samemu sobie radzić. (co ja robię na tych studiach?)

ogarnij się, hakuna. psycholog musi być normalny.


wiesz czego się boję? boję się, że w pewnym momencie, za miesiąc, rok czy dwa, ci wszyscy, których widuję na szarych korytarzach, od których pożyczam notatki, ci, z którymi się śmieję i rozmawiam na zupełnie błahe tematy zapełniając sobie przydługie przerwy między zajęciami

że ci co ambitniejsi, studiujący teraz z zapałem kryteria diagnostyczne, ci bystrzejsi,

zobaczą

mnie


jak M. na którychś z pierwszych zajęć o osobowości, odpowiadając na banalne zadanie wprowadzające - opisz koleżankę z ławki. gdy spodziewasz się czegoś w stylu: fajna, sympatyczna, ambitna (lub przeciwieństw), a dostajesz posumowanie siebie w kilku zdaniach. zdaniach tak głębokich i prawdziwych, że nie wiesz, czy ona tak serio czy może mówi o kimś innym. masz ochotę wstać i wyjść. i nigdy nie wrócić. a to wszystko po roku bardzo przelotnej znajomości, kilku nic nie znaczących rozmowach.

w kilku zdaniach wyciągnęła na światło dzienne mój strach, nieśmiałość, barykady, które skrzętnie ustawiam wokół siebie, perfekcjonizm ukryty głęboko pod chaosem i kilka innych rzeczy, których sama nie umiałam sprecyzować. niezłośliwie, jak przyjaciel pełen dobrej chęci. pełen wiary. tak po prostu.

niewielu się wtedy tym przejęło, większość ze zdziwieniem zaprzeczyła, że jak to, że niemożliwe, że przecież ja nie taka jestem. ale my dwie wiedziałyśmy, że trafiła dokładnie w sedno. publicznie mnie obnażyła, postawiła nago przed całą salą. i tylko my dwie wiedziałyśmy, ze nie pomyliła się ani trochę.

_______________

tak, wiem, potwierdzam stereotyp studenta psychologii. ale gwoli jasności - nie, nie studiuję, żeby się 'naprawić' czytając mądre książki. od początku wiedziałam, że to w niczym nie pomoże. że znać technikę i definicję to nie to samo co umieć je zastosować do siebie. szewc bez butów chodzi. wiem na pewno, że jestem tam, bo fascynują mnie ludzie. bo chcę być dla innych. cokolwiek to znaczy.

może kiedyś zrozumiem.

05.03.2012 || (12)



102. drucik z miedzi.



absolutnie fantastyczny tydzień, wypełniony rozmowami do bladego świtu, (zbyt) tanim winem i wódką, Black Devilami, babskimi filmami i rockowo-metolowymi dźwiękami, targaniem mojego futrzaka, śmiechem i łzami. żali chwilowo nie trzeba było wylewać wirtualnie na drugi koniec Europy; były tu, na miejscu, na bieżąco utylizowane.

tydzień, w czasie którego nawet strachy, lęki i potwory postanowiły na chwilę ustąpić miejsca beztrosce. szalony, a jednocześnie cudowny w swojej prostocie i zwyczajności.

i przysięgam, gdy zawinięta w koc słuchałam w swoim pokoju gwaru rozmowy i śmiechu dwóch najbliższych mi osób, byłam gotowa oddać pół duszy, by ta chwila trwała wiecznie. absolutnie perfekcyjna, dokładnie taka, jaka powinna być.

z całego serca życzę każdemu obecności w życiu takiej osoby jak Ona.


nie znoszę pożegnań. zawsze smutniej mają nie ci, którzy odchodzą, tylko ci, którzy zostają.




26.02.2012 || (20)



101. Libertango.



coś niedobrego czai się za rogiem. czasem przysiada na ramieniu i mruczy mi do ucha smutne piosenki. boję się wstać rano. siedzę zawinięta w koc, namiastka bezpieczeństwa. boję się wyjść naprzeciw samej siebie. boję się żyć.

tymczasem skończyły mi się ferie, zanim na dobre się zaczęły. znów pokładam zbyt wielkie nadzieje w sobie w nowym semestrze. jeszcze jest taki niewinny, nieskażony błędami...

i pojawiły się nowe szanse, drugi kierunek studiów nadal jeszcze bezpłatny. moja ambicja siedzi w kącie i płacze, nie mogąc się zdecydować, czy bardziej chce czy bardziej się boi. i dlaczego, do cholery, to, co mnie interesuje, wykładają na zbyt odległym uniwersytecie, co wiąże się ze zmianą... wszystkiego? nie, kolejnych bezsensownych humanistycznych wywodów nie wytrzymam. potrzebuję konkretów. konkretów z przyszłością. dlaczego utknęłam akurat tu?!

coś mi się wymyka. to wszystko nie tak; nie tak to miało wyglądać...

un peu d'espoir.

12.02.2012 || (13)



100. pockets full of stones.



uf uf uf. sesji machamy na pożegnanie. bez cienia nostalgii. z przyzwoitą średnią, choć bardziej zawdzięczam ją szczęściu, a nie wiedzy faktycznej. i nie wiedzieć czemu i od kiedy, do cholery, nie podoba mi się to trzi-i-pół z jednego z egzaminów. jeszcze pół roku temu marzyłam, żeby mieć choćby i trzi. dobre trzi nie jest złe, a trzi-i-pół to już wypas. a teraz mi przeszkadza. bo przecież dostać trzy i pół w najłatwiejszej sesji na tych studiach, to kpina.

a przecież wszystko, co najważniejsze, działo się pomiędzy. to nauka i te śmieszne egzaminy były tłem dla  przemyśleń snutych do nieprzyzwoitych godzinnych nocnych, bezlitośnie dopadających wniosków, ton żalu wylewanego w niczemu winne okienko komunikatora, wysyłanego na drugi koniec Europy i ton odbieranych czarnych scenariuszy. i marzeń, skrzętnie zbieranych z podłogi i układanych od nowa. sesja? a to była jakaś?

czas wyrwał się spod mojej kontroli, biegnie zupełnie poza mną, w sobie tylko znanym tempie. umysł przenosi mnie w tym obcym czasie to w przód, to w tył. wspomnienia dopadają mnie w najbardziej nieoczekiwanych momentach; słowa plączą się między wersami, wywołując na zmianę uśmiech i łzy, gdy nikt nie widzi; jego zapach unosi się w parze znad czajnika; dźwięki dawnych piosenek w szeleście kartek. a w tym wszystkim ja, gdzieś obok, obserwuję z lekkim uśmiechem politowania; tak, jak obserwuje się przejeżdżające pociągi.

tęsknię. za tamtymi czasami, za względną beztroską, rzeczami zupełnie nieistotnymi, które wtedy zdawały się być centrum wszechświata. i za Tobą. choć minęło te cholerne pięć lat, w czasie których skutecznie udało mi się zapomnieć. co się zmieniło? przecież przyjęłam już, że  się różnimy, że nasze wizje się rozchodzą, że i tak nie mielibyśmy szans. i gdy już uwierzyłam w to na dobre, przyłapałam się na myśli, że gdybyś tylko stanął w moich drzwiach i powiedział: ucieknij ze mną, nie wahałabym się ani chwili. nagle dotarło do mnie, że wcale się nie różnimy. że nadal jesteś do mnie tak bardzo podobny. to tylko ten bunt pierdolniętej nastolatki, która chciała być taka fajna, towarzyska i na czasie. jestem inna. jestem taka jak Ty. wciąż mam nadzieję, że to zauważysz. że zauważysz, że jestem.

bo jestem tu nadal.

choć przecież niebezpiecznie jest wierzyć w cud. może moja wiara, że co przeznaczone, to i tak się stanie, nie ma prawa bytu i jest jedynie wymówką? wierzyć w to niebezpiecznie tym bardziej, że jest przecież On, tu, obok. i ja tak bardzo chcę Go kochać, choć jest tak różny od Ciebie. i tak bardzo nie mój.

05.02.2012 || (9)



99.



pośpiesznie odpalam papierosa
byle nie wybuchnąć spazmatycznym płaczem
byle to do mnie nie dotarło na dobre
byle nie zapuściło we mnie korzeni

za późno

coś pękło
tama puściła

wszystko wróciło.

przeznaczenie to bzdura.

i nawet nie mogę być do końca szczera na swoim własnym blogu.


//nie pytaj.

C'est une page qui se tourne
Et tu n'y peux rien


27.01.2012 || (10)



98.



Spotkałam kiedyś idealnego mężczyznę.
Ale to było przecież dawno i nieprawda.
Pamiętam, jak siedział na mojej klatce schodowej.
Mówiąc mi, że to koniec, płakał jak dziecko.


[ mam nowe hobby: kolekcjonuję kubki po kawie. gdzie się da. mój kot za to przypomniał sobie o dawnym hobby: podkradaniu mi ołówków i długopisów. i wywlekaniu ich. gdzie się da. sesja to suka. ]

I wish the tide would take me over.

25.01.2012 || (6)



97.



Na lekko drżących nogach i całkiem sporymi wątpliwościami, czy mam w ogóle po co iść, podeszłam do biurka.

- Pani K. ... - Zamyśliła się. -  Co prawda wszystkie kolokwia napisane na przyzwoitą czwórkę, ale dwie prace nieoddane, jedna po terminie. A frekwencja pożal się Boże...
- Wiem, pani doktor, wiem... - Na dobrą sprawę nie byłam pewna, czy podsunięcie jej indeksu nie uzna za bezczelne.

Po chwili milczenia, nie odrywając wzroku od leżącej przed nią kartki, zapytała:

- Pani K. Jest pani zadowolona z Pani pracy w tym semestrze?
- Nie, zdecydowanie nie... Ja... nie mam dobrej wymówki... - No to przepadło, pomyślałam.
- No właśnie. Bo ja rozumiem, jak ktoś nie ma talentu i mu się nie chce. Ale jak ktoś go ma i do tego się przez cały semestr opindala, to to jest już zbrodnia!
- W tym problem, pani doktor, ja owego talentu nie posiadam, więc... - Zgłupiałam.
- To ja właśnie pani mówię, że go pani ma.

Spojrzała na mnie i wręczyła mi indeks, a po chwili dodała:

- Do zobaczenia w przyszłym semestrze, pani K.



Nie wiem, o jaki talent jej chodziło. Nie wiem też, od ilu osób już to słyszałam. Te gadki o niewykorzystanym potencjale marnowanym przez lenistwo. Ten wzrok pełen wiary i żalu. Nie wiem, o co chodzi. I jest jest to bynajmniej skromność, udawana lub nie. Ja na prawdę nie rozumiem, o co im chodzi. Nie znajduję tego w sobie. A szczególnie, jeśli chodzi o psychologię ostatnimi czasy.

Jestem najgorszym studentem świata.
Z czwórką w indeksie.

19.01.2012 || (19)



96.



Lubię, gdy moje palce pachną Tobą,
gdy Twój zapach unosi się jeszcze chwilę po Twoim wyjściu,
gdy wtulam się w poduszkę, na której leżałeś.

Ale gdy nawet mój kot pachnie Tobą
to już chyba lekka przesada :)

11.01.2012 || (21)



95.



nikt już nie pisze listów, a tym bardziej tych miłosnych.


tym większe było więc moje zaskoczenie. dziękuję, że nie musiałam czytać go przy Tobie. znowu nie miałabym gdzie podziać oczu i co począć z rękami. a tak, mogłam go czytać i czytać, raz za razem, bez ukrywania tego przygłupawego uśmiechu i lekko zaszklonych oczu. nigdy nie przywyknę do takich gestów.



tak, hakuna, zgrywaj twardziela.



jak wtedy, gdy patrząc mi oczy powiedziałeś 'kocham Cię'. musiałam wyglądać dość głupio, chyba oboje nie spodziewaliśmy się mojej reakcji. była mieszanką strachu, cudownego spokoju, zaskoczenia i miłości. w efekcie wyszło coś na podobieństwo dziwacznego uśmiechu, a jedyne co potrafiłam powiedzieć to pytanie, czy na pewno wiesz, co mówisz. wiedziałeś.

za to ja nie wiedziałam, skąd wzięło się tak ogromne zdziwienie. przecież to normalne, ludzie tak robią, tak mówią, tak czują. przecież tyle razy o tym myślałam przed zaśnięciem. przecież...

zrozumiałam, kiedy próbowałam sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz to słyszałam. kiedy ktoś mnie kochał?

oczywiście, jest M. , który kocha mnie jak siostrę, Paula kocha(ła) w dość osobliwy sposób, nagminnie olewając naszą przyjaźń. agu, którą również kocham miłością niezmierną, mama, z powodów oczywistych, mówi(ła) często i głośno. co ciekawe, nie przypominam sobie, żeby ojciec kiedykolwiek powiedział coś podobnego do 'kocham Cię'. i jeszcze parę innych osób, w mniej lub bardziej żartobliwy sposób mówiło, że kocha.

przychodzi mi na myśl A., którego naiwnie kochałam ponad rok. nie, on potrafił kochać tylko siebie i nigdy tego nie powiedział o mnie. wcześniej, Tomasz, po wielu wyznaniach i krótkim, acz burzliwym związku stwierdził, że jednak nie nadaje się do miłości, co nieco podważa jego wiarygodność. AS kochał mnie jak wujek. no i J. tak, on kochał szczerze i bezwarunkowo. i nauczył tego mnie. całe pięć lat temu.

po pięciu latach, nie dziwię się swojemu zaskoczeniu.
chyba już zapomniałam, że tak można. że to takie cudowne.

dziękuję.



08.01.2012 || (11)



94. my, ofiary sztucznych granic.



mam ochotę poddać się wszystkiemu, pozwolić się ponieść, popłynąć z prądem, wpaść w swego rodzaju trans i wreszcie zgodzić się na wszystko. jak dłoń zanurzona w nurcie rzeki albo włosy na wietrze. bez zbędnych myśli, bez wątpliwości, bez oporu. jakby to było najzwyczajniejsza rzeczą na świecie. jakby tak po prostu miało być. nie zadawać pytań. zaufać. może wtedy to wszystko byłoby prostsze.

tak, z pewnością byłoby.

i chyba to zrobię
jestem już zmęczona walką ze sobą
ciągłym zaprzeczaniem samej sobie
i robieniem na przekór z niejasnych powodów

może wtedy przestanę się bać,
choć nawet nie do końca wiem, tak naprawdę czego.

07.01.2012 || (10)



93. 'Wiesz jakie to wspaniałe uczucie mieć swiadomość, że jest sie dla kogoś kimś ważnym?'



świat jakby nieco wyblakł, stracił głębię, rzeczy straciły na ważności.

nic nie czuję. jestem pusta, wyprana z emocji.

wiem, to tylko ta pogoda.
tylko ten PMS.
tylko zbliżająca się sesja.
tylko kryzys trzeciego miesiąca.

widzę siebie w Tobie
i wiem, ze wszystko co chciałabym zmienić w Tobie,
tak naprawdę dotyczy mnie.


będzie dobrze.


Byliśmy już wszędzie
Mieliśmy gdzieś uciec
Nic z tego nie będzie.


06.01.2012 || (2)



92.



Czasami żałuję, że jestem już mądrzejsza o te kilka lat. Bardziej świadoma psychologicznie. Mimo wszystko bardziej odpowiedzialna. I za stara na te wszystkie blogi i fora.

Bo czasem tęsknię za dniami, kiedy 500kcal wydawało się ogromem, a kawa miała niepowtarzalny smak.


Czy to jest dobry moment na postanowienia noworoczne?

02.01.2012 || (8)



91.



na nowy rok
dla siebie i Ciebie, kimkolwiek jesteś

Odwagi i Miłości
w każdej sekundzie,
w każdym wymiarze,
do wszystkiego co widzisz, myślisz i czujesz


tyle wystarczy, bo wszystko inne jest wtórne do nich.


wzruszyłam się o północy. z poczuciem, ze ten rok będzie najlepszym w moim życiu.



01.01.2012 || (3)






poprzednie następne

________________
layout by hakuna
image: tumblr

stat4u