poprzednie

1. Ostrożne jeden



Jestem zmęczona rzeczami. Otaczają mnie z każdej strony, łypią na mnie swoim okiem z każdego kąta. Niektóre starym okiem, niektóre zupełnie nowym, świeżym. Każda z nich opowiada swoja historie, mówi do mnie, czasem wymaga, czasem krzyczy, czasem błaga o uwagę. Utknęłam. Jestem tak bardzo zmęczona.

To tylko rzeczy. Fizyczne przedmioty, które w większości nie są moje, nie ja je tu zaprosiłam, ale są. I mam dobitne poczucie, że wcale nie o nie chodzi. Bo chodzi o mnie, o moją przeszłość i przyszłość. O moją teraźniejszość. O moje demony skrywane na samym dnie szafy. I o życie, którego nie mam, choć tak bardzo wydawało mi się, że mam. 

Jestem brudna. Czuje się brudna, niegodna, zagracona. Zupełnie jak przestrzeń, w której żyję. Może więc zacząć od zewnątrz zaczynając od środka?

29.01.2021 || (0)



1.



Może to dobry czas, by znów zacząć? 


Myślę i wiem o sobie zdecydowanie więcej niż, więcej działam. Palę więcej. I choć wiele się zmieniło przez te 7 (!) lat, wciąż mam poczucie, że w środku, w samej głębi mnie wciąż siedzi ta sama trzymająca głęboko w sobie wszystko, co najważniejsze, cały ten syf, zalękniona i pogubiona dziewczyna, tyle że starsza jestem o te kilka lat. Przez te lata skończyłam studia, pracuję w tym, co absolutnie mnie fascynuje i cieszy, rozwijam się. Zostałam sierotą. Pełnoletnią sierotą, jeśli można tak powiedzieć. Zaczęłam psychoterapię. Próbuję poukładać w głowie swoje myśli, jak kiedyś. 


Czasem chcę zniknąć. Czasem nie wiem, kim właściwie jestem. Czasem nie wiem dokąd idę. Ja prawie trzydziestoletnia. Znów, choć przecież tyle się zmieniło.


Mam potrzebę mówić do kogoś. Do siebie. Do Ciebie. Posłuchasz? Czy ktoś tu w ogóle jeszcze jest?


18.01.2020 || (1)



133. i pół.



Chciałabym coś do kogoś powiedzieć. Nie ma do kogo, nie ma co; presja, by być lajf, być stajl, być fajnym. By być czytanym i mieć coś ważnego do powiedzenia. A ja po prostu potrzebuję miejsca, by mówić sama do siebie. Do Ciebie.

Internet jest pełen martwych, pustych miejsc i ludzi; chciałabym ożyć.


Chociaż Ty do mnie mów, a i ja przemówię. hakuna[a]onet.pl








You may say that I'm a dreamer, but I'm not the only one.

25.04.2016 || (3)



132.



Prawie cztery miesiące od ostatniej notki przyłapałam się dziś na tym, że nie pamiętam jak wygląda mój blog. Tak źle jeszcze nie było...

Nie to, że nie chciałam. Czasem słowa pojawiały się w mojej głowie, ale były na tyle nieuchwytne, że zanim dotarłam do klawiatury, zdążyły się zamotać i poskreślać, a z mojego pisania nic nie wychodziło. Zresztą, ile można pisać to samo? Nieco później moje słowa układały się raczej w statusy facebookowe, czego efektem jest od niedawna zbytni i niepożądany ekshibicjonizm.  Umówmy się - nie wszystko nadaje się do podpisywania wprost własnym nazwiskiem i publikowania tego dalekim znajomym, krewnym, fryzjerowi, dentyście, a nawet wykładowcom.

Tak to już u mnie działa, że muszę mieć swój wentyl; miejsce, gdzie mogę napisać wszystko, co gryzie i drapie, co się śni, cieszy czy niepokoi. Facebook zdecydowanie nie jest dobrym miejscem. Ownlog od pewnego czasu także nie, szczególnie, że adres dostał się w ręce osób, do których nie mam już ochoty pisać, a i mam ochotę na nieco inną formę przekazu. Przenoszę się więc na blogspot (jak tylko ogarnę grafikę) - jeśli jesteś chętny poczytać mnie w nowym miejscu, pisz tu: hakuna@onet.pl . Będzie barrrrdzo po mojemu i - mam nadzieję - ciekawie !

Do zobaczenia ! ;)

27.09.2013 || (1)



131.



Trzy dni i sześć inspiracji. Kombo sześciu tak dobitnych znaków i śladów, że potykam się o nie i z niedowierzaniem otwieram szeroko oczy. Pozwoliłam sobie widzieć, nie tylko patrzeć.


Dziękuję kurwicy, helineth, TVP, kwejkowi (!) i kilkunastu szpitalom, w których nie mogę robić praktyk. A za co dziękuję - o tym następnym razem. I nie tylko tym jednym razem.

I wiecie co? Jestem strasznie ciekawa, co się stanie. Jestem ciekawa, co z tym zrobię!

31.05.2013 || (12)



130.



Wystartowało inspire-me i... ja też chyba wystartowałam. ;)
Dołącz do mnie, będzie fajnie !
[klik !]

23.05.2013 || (0)



129.



po kilku miesiącach kupiłam baterie do wagi;
i już wiem, że jednak miałam tego nie robić.



jak staram się nie przeklinać,
tak powiem:
ja pierdolę.





-I think I hate my life. 
—Is it because you gained weight?


17.05.2013 || (2)



128.



Mam ciągłe wrażenie, że ktoś wepchnął mnie w jakiś dziwny schemat życia, nakazał coś robić, jakoś żyć, do czegoś dążyć, jakoś myśleć. Czasami czuję, że jestem w klatce, z klapkami na oczach, by nie rozglądać się na bok. By widzieć to, co mi kazano. By być jak wszyscy, by myśleć jak inni. By bez końca porównywać się do innych i wpadać w nowe kompleksy. Wybierz przyszłościowe studia, nie tak jak ta twoja psychologia, rób kursy (czemu jeszcze nie zaczęłaś?! Zobacz, twoi koledzy już dawno robią te wspaniałe rzeczy), papierkiem magistra podetrzesz sobie tyłek za kilka lat; znajdź dobrą pracę (w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z twoim wykształceniem) i wreszcie poznaj jakiegoś faceta (zostaniesz stara panną, a w końcu będziesz tak zdesperowana, ze weźmiesz jakiegokolwiek), załóż z nim rodzinę i zarabiaj szmal. Narzekaj na swój kraj i piłkarską reprezentację. Wylewaj żółć i cały swój pieprzony Weltschmerz, którego i tak nikt nie zrozumie. Ale nie użalaj się tak nad sobą; tylko najsilniejsi przetrwają. Nikogo nie obchodzą twoje drobnostki. I nie zapomnij udawać, ze to wszystko Ci pasuje i właściwie to jesteś mniej więcej szczęśliwa. Tu nigdy nic się nie zmieni. Takie jest życie, kochanie.



Czasami jednak czuję, że ktoś dał mi wybór. Pokazał wolność. Wytłumaczył, dlaczego nic nie muszę, dlaczego nie warto się martwić pieniędzmi, które przecież przychodzą i odchodzą. Dlaczego opinie innych należy traktować pobłażliwie, tak samo jak nawet najbardziej oczywiste reguły. Pokazał mi świat tak piękny, że zapierał dech.

Ten świat ślizga się po mojej skórze, czasem wnika w moje płuca przy głębszym wdechu, migocze w promieniach słońca lub w czyichś oczach, zaplątuje się we włosy. Jest gdzieś blisko; tak blisko, że czasem nadal oszałamia zapachem. Widzę go w filmach, muzyce, ludziach. Nieistotnych strzępkach rozmów lub gestach. Wiesz o czym mówię?* Ale wciąż nie umiem w nim żyć. Nie umiem żyć w ogóle. Nie umiem się zanurzyć i być. Po prostu być.

Bo ten ktoś dał mi to wszystko, zapominając o jednym. Że ten świat potrzebuje instrukcji obsługi. Że może zachwycać jak i równie bezlitośnie zniewalać. Zostawił mnie ten ktoś z całą tą świadomością, choć nie mogę mieć o to pretensji. Po prostu tkwię sobie tu w miejscu i zupełnie nie wiem, w którą stronę iść.

Co musiałoby się wydarzyć, żeby ruszyć z miejsca, bez bezsensownego szarpania się ze sobą, bez presji wyborów, które teraz już i natychmiast, bez wyrzutów sumienia za niepodjęte decyzje i niewykorzystane szanse; żeby ruszyć z pewnością, że to, co jest w momencie w mojej głowie, nie pryśnie w następnej chwili? Co musiałoby się zmienić, żebym znalazła siłę, by dać sobie radę, żeby być wreszcie czegoś pewną, żebym miała zaufanie do własnych myśli ?


Chcę żyć po swojemu, zwyczajnie, szczęśliwie. Tylko jak to jest po mojemu?


* część tego świata możesz zobaczyć tu - KLIK !

11.05.2013 || (4)



127.



Co ja robię z własnym życiem...

25.04.2013 || (3)



126.



to smutne, że nie pamiętam już, jak to jest 'normalnie'. majaczą jedynie mgliste wspomnienia gdzieś z podstawówki, zwyczajne dni, ot takie po prostu.

przyłapuję się na myśli, że to wszystko robię dla Niej i mimochodem zastanawiam się, czy Jej będzie się podobać. boję się własnych decyzji, a przecież sama tu mieszkam, przez większość czasu w dodatku. ale Ona. Jej gust. Jej 'tak' lub Jej 'nie'.



// cytyzyna drażniąca moje receptory tworzy koszmary, bardzo realistyczne koszmary.

23.02.2013 || (6)



125.



// ta notka jest bardzo jednostronna, wiem. odpowiedź na nią, jakaś polemika być może, będzie w następnym 'słodziakowo-narcystycznym' wpisie. póki co, nie potrafię napisać niczego w 'dobrym' klimacie. duszę się, ot co.

a, na marginesie, sesja pokonana :) //




Chciałabym mieć spokój, czuć spokój. Nic nie musieć, na nic nie czekać, niczego nie unikać. Schować się pod grubym, miękkim kocem, z kubkiem herbaty i dobrą książką. Cieszyć się chwilą. Nie uciekać, nie gonić. Oddychać.

Nie. Nie mam czasu. Ciągle te miliardy spraw do załatwienia i zrobienia piętrzące się w stosy, wśród których króluje prokrastynacja. I wieczne poczucie, ze można więcej. Że marnuję czas. Marnuję okazje. A przecież inni mają gorzej. Muszą zarabiać, pracować, zdobywać stypendia. Wychowywać dzieci. Trenować, dietować, robić wolontariaty i kursy. Mają zadbane domy, zadbane związki, zadbane paznokcie.

A ja? Nie muszę pracować, dzieci i związku nie mam, mam za to (samo?)odnawiający się, wieczny bałagan w mieszkaniu, remont, którego nie umiem skończyć i który zabiera mi chęć do czegokolwiek. Zawalam studia i nadrabiam w ostatniej chwili, a moje oceny nie zadowalają moich ambicji. Nie robię kursów czy wolontariatów, zaniedbałam nawet ukochany niegdyś francuski. I zapuszczam się - fizycznie, mentalnie, intelektualnie. Zapuszczam korzenie w bagnie, które kiedyś mnie wchłonie. No i przede wszystkim - nie umiem odpoczywać. Nie, posiadówy przed kompem mnie nie relaksują. Sprzątanie, lawirując między remontowymi gratami, też nie; tak samo jak książki, na których nie umiem się ostatnio skupić.



Chcę, żeby się działo, żeby było mocno, głośno i wesoło. Żeby było dużo, treściwie i efektywnie. Chcę przeżywać flow, ekscytację, pasję. Chcę przypomnieć sobie te wszystkie dobre emocje i uniesienia. Odmrozić się.

Nie. Nie jestem gotowa, nie teraz. Nie mam siły na nowe bodźce czy nawet powracające stare. Każde nowe słowo czy refleksja pogrążają mnie jeszcze bardziej w otchłani własnych rozczarowań. To, co kiedyś inspirowało, teraz jedynie przypomina o dawnych lub obecnych tęsknotach i marzeniach, których się boję. Boję się być lepsza. Boję się być szczęśliwa...



Chcę czuć, że jestem na właściwym miejscu, we właściwym czasie. Mieć do siebie zaufanie, móc na sobie polegać. Wiedzieć, że mam władzę nad swoim życiem. I po prostu - być szczęśliwą z tym wszystkim, co mam i mimo wszystkiego, co mam...

Bo wcale nie potrzebuję spokojnej tafli jeziora. Tak samo jak nie potrzebuję sztormu. Potrzebuję siebie. Siebie odnajdującej się w tym, co jest. Swojego dawnego optymizmu i nawet pewnej naiwności. Lekkości w byciu. Potrzebuję powkładać na nowo do szaf to, co wywaliłam w swojej głowie na środek podłogi, tworząc wielką stertę wszystkiego, o wszystkim, ze wszystkim. Potrzebuję osuszyć bagienko i zastąpić je swojskim ogródkiem, przyjemnie nieidealnym, ale kolorowym i świeżym. I przede wszystkim - moim...


16.02.2013 || (3)



124. "cotojaniezrobieposesji"



Sesja płodzeniu nie służy, a refleksji kilka się już nazbierało. Byle do piątku, potem wreszcie kilka oddechów.

A więc drogi pamietniczku, ku pamięci:

1) Ludzie się zmieniają, a co ze mną? - Czyli wpis słodziakowo-narcystyczny :)
2) Jak to z hakunowym prawem jazdy i kolosem z psychometrii było.
3) Facet idealny, czyli komu dam się znaleźć (na przykładzie Boskiego ;) )

Może pojawi się też coś o wspomnianej spowiedzi (która w końcowym kształcie jednak spowiedzią nie była), czyli o rozwoju osobistym i jak można sobie nim zrobić spore kuku.

Póki co, wracam do odmóżdżania się psychometrią, więc jeśli ktoś jest chętny do trzymania kciuków w piątek, to ja bardzo chętnie je zarezerwuję ;)

30.01.2013 || (8)



123.



Z tragedii w trzech aktach powoli robi się publiczna spowiedź. I rozwalanie systemu. Podważanie autorytetów. Prezentacja w power poincie zniesie wszystko, ale co z publiką? Dokąd Cię to zaprowadzi, hakuno?

Lubię swoje studia. Bardzo lubię!





//męczysz mnie. straszliwie mnie męczysz.

18.01.2013 || (7)



122.



Potrzebuję coś napisać, zaraz, teraz, już, ale póki co, czekam na nowy napęd, by móc odzyskać photoshopa i zmienić szablon. Póki co, nie czuję się tu dobrze.

Usilnie szukam czegoś, co wyrwie mnie z paskudnego marazmu i pozwoli na chwilę zapomnieć o sobie.





Na marginesie, tworzę coś o rozwoju osobistym. Z referatu na zajęcia zrobiła się tragedia w trzech aktach, zbyt osobista i zbyt mocno podparta własnymi doświadczeniami, bo nie do końca taka dobra ta moda na wszechstronny rozwój, jakby mogło się zdawać.

A Ty, co myślisz o tych wszystkich motywacyjnych blogach, kołczingach i szkoleniach, które mogą zmienić Twoje życie? Bardziej pomagają czy szkodzą? To tylko moda czy może potrzeba i konsekwencja rozwoju Internetu?

12.01.2013 || (6)



121.



Nazywam się hakuna, mam 22 lata i wciąż dochodzę do tych samych wniosków. Który to już raz?

Lenistwo umysłu. Niedbalstwo życiowe. Amen.

02.12.2012 || (20)






poprzednie

________________
layout by hakuna
image: tumblr

stat4u